wtorek, 31 maja 2011
„Moja” wystawa

Lubię patrzeć, jak rodzi się coś nowego. Bez znaczenia, czy chodzi o nową jakość, wydarzenie czy produkt. Fascynuje mnie sam proces wyłaniania się z chaosu uporządkowanej całości. I ten dreszcz niepewności - czy znowu się uda? Bo, wbrew temu, co niektórzy sądzą, czasami miewam chwile wahania i zwątpienia. Nie ma ich tylko ktoś kompletnie pozbawiony wyobraźni. W ostatnią niedzielę znowu był taki moment. Gdy rano przyjechałam do krakowskiego Muzeum Lotnictwa Polskiego, na podłodze piętrzyły się stosy metalowych konstrukcji, co krok potykałam się o kontenery, kable, drewniane skrzynie. Dookoła kręciło się bez pośpiechu kilku mężczyzn. Trudno było uwierzyć, że za 24 godziny ma być gotowa wielka ekspozycja. A jednak w poniedziałek wczesnym popołudniem wszystko było dopięte. Choć trwała jeszcze gorączkowa bieganina, na konferencji prasowej mogłam już z całym spokojem oznajmić, że otwieramy wystawę „Frank Piasecki i inni…” To dla mnie zupełnie szczególny powód do dumy. Po raz pierwszy wszak udało się zebrać i zaprezentować dorobek wybitnych i polskich inżynierów, których wkład w rozwój lotnictwa był tyleż wielki, co zapomniany. Ilu Polaków ma świadomość, że twórcą „latającego banana”, pierwszej na świecie udanej konstrukcji helikoptera dwuwirnikowego, był syn polskich emigrantów Frank Nicholas Piasecki? Że Wiesław Stępniewski, wykładowca na Princeton University, kierował pracami nad samolotem pionowego startu, a Wsiewołod Jakimiuk uczestniczył w pracach nad budową Concorde’a? Dzięki pasjonatom z Muzeum Lotnictwa Polskiego dowiedziałam się też, że w latach 30. XX wieku Polska znajdowała się w elitarnym gronie ośmiu eksporterów sprzętu lotniczego na świecie. Po wybuchu wojny ponad tysiąc polskich inżynierów i mechaników trafiło do Francji, Anglii, USA i Kanady. I jak tu nie być dumnym? Toż to pionierzy eksportu polskiej myśli technicznej. I ewidentny dowód na to, że już niespełna kilkanaście lat po uzyskaniu niepodległości mieliśmy potencjał, by walczyć ze stereotypem kraju słynnego jedynie z dobrej wódki, pierogów i kiełbasy. Wojna sprawiła, że ten potencjał rozpierzchnął się po świecie, w większości, niestety, bezpowrotnie. Teraz, dzięki zdolnej i wykształconej młodzieży znów mamy szansę, by zmienić wizerunek Polski. Trzeba zrobić wszystko, by jej nie zaprzepaścić.