Pewien dziennikarz zapytał mnie ostatnio, jak ważne są dla mnie różnego rodzaju nagrody, odznaczenia, wyróżnienia. Pół żartem powiedziałam, że ważne, bo lubię się ścigać. Czym silniejsza konkurencja, tym bardziej. A jaka satysfakcja! Szczególnie, gdy wygrywa się z mocnymi rywalami. Ale tak naprawdę to mam w życiu zasadę, że trzeba po prostu robić swoje i nie spodziewać się pochwał. Jak się ma plan i jest się przekonanym co do jego słuszności, nie wolno oczekiwać nagród, ale też i nie obawiać się kar ani przykrości. W życiu zresztą częściej obrywa się po głowie, bo wiadomo, że jak się coś robi, to zawsze to komuś nie pasuje. Jeśli więc zdarzają się sytuacje, w których ludzie zauważają w naszych działaniach coś pozytywnego i postanawiają nas za to wyróżnić, trzeba to traktować po prostu jako miłą niespodziankę.
Mnie szczególnie cieszą nagrody przyznawane bez żadnego podwójnego dna. Takie, jak choćby wyróżnienie, jakie otrzymałam niedawno od Fundacji Klasa Kobiet. Kobiety, które mi ją przyznały niczego ode mnie nie oczekują. Intencje były tu kryształowo czyste. Sprawiły mi wielką frajdę, bo zauważyły to, co robię w ramach Kongresu Kobiet. A ja w ten sposób spłacam swego rodzaju dług społeczeństwu i kobietom. Wiem, że dla wielu z nich ogromnie ważne jest, by mieć za plecami kogoś, do kogo można się odnieść, zwrócić po radę. Brak takiego wsparcie dla wielu z nich stanowi poważną barierę w odrabianiu dystansu, jaki dzieli ich od mężczyzn na poziomie zawodowym i politycznym. Dlatego, choć sama nie miałam nigdy żadnych sponsorów, mentorów, promotorów, staram się taką rolę pełnić wobec kobiet, które tego potrzebują. Mam nadzieję, że w ten sposób zachęcę je do pełniejszego uczestnictwa w życiu publicznym, do tego by się nie bały, by poczuły się pewniej i broniły swoich racji. Nie robię tego z pobudek feministycznych, ale jako ekonomistka. To się po prostu nam wszystkim opłaca.